Ultra Bee to moment, w którym elektryczny cross przestaje być lekką zabawką, a staje się pełnoprawnym motocyklem enduro. To jednocześnie moment, w którym część kupujących płaci za osiągi, których nie użyje ani razu.
Co się zmienia względem Light Bee
Najpierw moment obrotowy na kole. Skok jest na tyle duży, że nie mówimy o „szybszym przyspieszeniu”, tylko o innej technice jazdy. Manetka w Ultra Bee wymaga świadomego dozowania — otwarcie do końca na luźnym podłożu kończy się utratą trakcji, a nie przyspieszeniem.
Drugą zmianą jest zawieszenie i geometria. Ultra Bee jest większy, dłuższy i stabilniejszy przy prędkości. Cena tej stabilności to gorsza zwrotność na ciasnym single tracku — tam, gdzie Light Bee przeciska się między drzewami, Ultra Bee wymaga szerszego łuku.
Trzecią jest masa. Nadal mieścimy się w przedziale, w którym podniesienie motocykla po upadku jest wykonalne w pojedynkę, ale nie jest już bezwysiłkowe.
Tryby jazdy — najważniejsza funkcja
Tryby nie są gadżetem. Ograniczenie mocy w trybie ekonomicznym zmienia Ultra Bee w maszynę, którą spokojnie przejedzie ktoś, kto nigdy wcześniej nie siedział na motocyklu, a pełny tryb rezerwujesz na otwarty teren.
To także mechanizm oszczędzania energii. Różnica w zasięgu między trybem najniższym a najwyższym jest na tyle duża, że planując dłuższy wyjazd, tryb dobierasz przed startem, a nie w trakcie.
Zasięg i ładowanie
Większa moc oznacza większe zużycie. Pakiet bateryjny jest pojemniejszy niż w Light Bee, ale nie na tyle, żeby zrekompensować różnicę w apetycie przy ostrej jeździe. Praktyczny wniosek: przy jeździe wyczynowej licz zasięg w godzinach, nie w kilometrach, bo to godziny są tu miarą.
Homologacja L3e
Część wersji Ultra Bee występuje w konfiguracji L3e. To oznacza brak ograniczenia do 45 km/h i pełną legalność na drodze publicznej — pod warunkiem posiadania prawa jazdy kategorii A1 albo kategorii B posiadanej od co najmniej trzech lat. Szczegóły rozpisujemy w przewodniku po homologacji.
Dla kogo to jest
Dla kogoś, kto ma dostęp do otwartego terenu i umie go wykorzystać. Dla kogoś, kto przesiada się z motocykla spalinowego i nie chce cofnąć się w osiągach. Dla kogoś, kto jeździ w grupie i nie chce być tym, który hamuje tempo.
Dla kogo nie
Dla kogoś, kto jeździ głównie po lesie po wąskich ścieżkach — tam Ultra Bee jest przerostem formy nad treścią i Light Bee będzie szybszy w praktyce. Dla kogoś, kto kupuje pierwszy motocykl w życiu i liczy, że tryb ekonomiczny załatwi sprawę — załatwi, ale wtedy przepłacasz za sprzęt, z którego korzystasz w jednej trzeciej.
Co dokupić na start
Nic. To rzadka sytuacja w tej klasie, ale Ultra Bee w standardzie jest kompletny. Pierwsze wydatki to materiały eksploatacyjne — klocki i opony — a nie modernizacje.