Elektryczny cross przestał być w Polsce ciekawostką. Wciąż jednak jest rynkiem, który rozwija się mimo przeszkód, a nie dzięki sprzyjającym warunkom.
Kto kupuje
Debiutanci w terenie. Największa i najszybciej rosnąca grupa. Brak sprzęgła i biegów usuwa barierę, która wcześniej zatrzymywała wielu chętnych.
Doświadczeni motocykliści. Kupują jako drugą maszynę — do jazdy blisko domu, wcześnie rano, bez konfliktu z sąsiadami.
Rodzice. Kupują dla nastolatków, zwykle w wersji L1e, bo kategoria AM od czternastego roku życia jest najkrótszą legalną ścieżką.
Firmy. Wypożyczalnie, ośrodki turystyczne, służby techniczne poruszające się w terenie.
Co napędza wzrost
Cisza. To argument, którego spalinowe enduro nie przebije. Dla kogoś mieszkającego na osiedlu jest rozstrzygający.
Prostota. Brak oleju, filtrów i świec obniża próg wejścia dla osób, które nie chcą spędzać sobót w garażu.
Wersje homologowane. Możliwość dojechania do terenu własnym kołem usuwa konieczność posiadania przyczepki — a to była realna bariera.
Co hamuje rozwój
Brak miejsc do jazdy. To jest problem numer jeden. Przepisy o ruchu w lasach państwowych są restrykcyjne, a liczba torów i wydzielonych stref niewielka.
Kupujący zderza się z tym po pierwszym miesiącu i to jest najczęstszy powód odsprzedaży.
Zasięg. Sesja liczona w godzinach, nie w dniach, wyklucza dłuższe rajdy.
Ceny. Za kwotę nowego elektrycznego crossu można kupić używane spalinowe enduro z większymi możliwościami.
Czego brakuje na rynku
Rzetelnej informacji o homologacji. Sformułowanie „możliwość rejestracji” bez podania kategorii wciąż pojawia się w ofertach i wciąż kosztuje kupujących realne pieniądze.
Cen podanych wprost. Praktyka „zapytaj o cenę” przy produkcie katalogowym nie służy klientowi.
Katalogów części z numerami. Sklep bez katalogu części to sklep, który sprzedaje raz.
Co się zmieni
Największą zmianą byłoby udostępnienie legalnych tras. Cisza elektrycznych maszyn jest tu argumentem, którego spalinowe enduro nigdy nie miało — i który warto wykorzystać w rozmowach z zarządcami terenów, zamiast marnować go jeżdżąc tam, gdzie nie wolno.